e-WANOGA
Kaplica św. Anny, kościół św. Trójcy, klasztor O.O.Franciszkanów (Muzeum Narodowe)
(spotkanie z prof. Januszajtisem)
Kaplica św. Anny
Kaplica należy do zespołu kościoła św. Trójcy, zespołu franciszkańskiego. Dlatego godzi się powiedzieć parę słów o całym zespole. Jest to jeden z największych zespołów franciszkańskich w Europie na północ od Alp.
Tutaj ten zespół składa się po pierwsze z prezbiterium, które było jak gdyby osobnym kościołem - kościołem Wieczerzy Pańskiej. Zbudowany do 1431 roku, a potem przebudowany w końcu XV w. Do 1495 roku podwyższano prezbiterium. Wart zajrzeć do środka, pomimo że wystrój wnętrza się nie zachował, ale są jeszcze proporcje, odbudowane sklepienia, wysmukłości, wysokie okna. Jest to na pewno perła gotyku. W dodatku kiedy Gdańszczanie rozebrali zamek krzyżacki, to pozostało tam parę budynków, jakieś stajnie. Gdy franciszkanie podwyższali prezbiterium przykryli go dachem, jak chce tradycja - tak piszą kronikarze, przeniesionym z dawnej stajni krzyżackiej. Ten dach był jeszcze przed wojną. Teraz jest zupełnie inna konstrukcja.
Był tam jeszcze żółty krzyż na tle zielonych dachówek. Opowiadano legendy o zakonniku, który nie bardzo przestrzegał reguły, sprowadził sobie dziewczynę. Złapano go na tym, i on uciekając, pobiegł na dach, wyrwał dachówki i spadł na ziemie. Tym żółtym krzyżem zaznaczono to miejsce.
Następnie wyjątkowe w Polsce lektorium czyli zbudowana przegroda miedzy samym kościołem częścią prezbiterialną. Dzisiaj nie zdajemy sobie z tego sprawy, dlatego że ściana zbudowana po wojnie rozdziela te dwa pomieszczenia - przed wojna nie było tej ściany. Natomiast przed wojna na samym lektorium była bardzo piękna empora z malowanymi balustradami i z głównymi organami z 1648 roku. Tych organów nie ma obecnie, ale ich części leżą zmagazynowane i czekają.
Z kolei drugi kościół św. Trójcy, trójnawowy z przyporami wciągniętymi do środka (miedzy nimi powstały kaplice). Potężny, wielki, zbudowany w 1514 r przez murarzy. Przy czym początkowe Ci murarze pracowali po godzinach, ale bez zapłaty. Ta praca nie była pełnowartościowa i w 1503 runęła ściana od ulicy. Potem zakonnicy sprowadzili fachowców z Saksonii i dlatego sklepienia ukończone na początku XV w. maja inny charakter ( końce żeber przechodzą przez skrzyżowanie żeber, widać to w kaplicy św. Anny).
W 1514 korpus był gotowy i wtedy powstały te wspaniałe szczyty, zupełnie jak koronka wyrzeźbiona z cegieł. Wreszcie kaplica św. Anny, w 1484 roku wzniesiona specjalnie z przeznaczeniem na nabożeństwa polskie, tak życzył sobie król Kazimierz Jagiellończyk.
Ta kaplica jest też arcydziełem. Na szczęście uniknęła zniszczenia. Była trochę uszkodzona. Po wojnie rozebrano emporę (na lewo od drzwi). No i trochę inaczej wyglądało w głównym ołtarzu. Teraz mamy kopie Matki Boskiej Ostrobramskiej, a przedtem wisiał obraz przedstawiający Syna marnotrawnego. Bardzo cenne są tez małe organy w obecnej postaci. Pamiętają czasy Andrzeja Hildebrandta, tutejszego organmistrza tj. 1710 rok. Bardzo cenna jest również kazalnica, na której są polskie napisy. W czasach nienawiści i pogardy zamalowane - nie było trudno pozbyć się tej warstwy farby.
Kaplica podobnie jak klasztor w czasach Reformacji nie pozostała katolicka. Po prostu część franciszkanów opuściła posterunek i ostatni przeor w 1555 roku podarował wszystko miastu pod warunkiem, żeby w klasztorze powstała szkoła i żeby za żadne skarby nie dawać tego jezuitom.
Klasztor zaczęto budować wcześniej niż kościół i ukończono go w końcu XV w., a rozbudowywano jeszcze do 1514 roku. W klasztorze od ulicy rzeźnickiej powstał mały Refektarz, biblioteka, sala kapituły. A w południowym skrzydle (dziś od ulicy Toruńskiej, której przed wojna nie było) była kuchnia i Duży Refektarz. One są w zasadzie zachowane. Duży Refektarz był trochę przebudowany w XIX w. jak była tu szkoła - Gimnazjum Św. Jana - działało do 1945 roku, ale w 1870 działało tez muzeum.
Natomiast ta szkoła powstała w 1558 roku staraniem burmistrza Konstantego Ferbera (pozostała po nim piękna kamienica przy ulicy Długiej 28 - fasada z 1660 roku). Również ten sam Konstanty założył wieś która nazwał Konstantynopol. Długa nazwa wiec skrócono ja do Nowe (?) jak to się przed wojna nazywało. Po wojnie mamy nic nie mówiące Migowo (?). Konstanty Ferber założył gimnazjum protestanckie i od 1580 roku nosiło ono charakter akademicki, a absolwentów przyjmowano na 3 rok zagranicznych uniwersytetów. A wśród profesorów same sławy ówczesnej Europy. W 1613 przeprowadzono tu pierwsza publiczna sekcje zwłok w Europie Środkowej.
Po przejściowym używaniu klasztoru przez wojsko, bo do klasztoru najpierw w czasach napoleońskich weszli Francuzi, swoim zwyczajem zrobili tam warsztaty, wozownie szpital - dewastując jak tylko się dało. Potem klasztor przez pewien czas użytkowało wojsko pruskie, które dołożyło zniszczeń. W każdym razie klasztor chylił się ku upadkowi.
W 1848 roku pojawiła się w Gdańsku rzeźbiarz z Wrocławia - Rudolf Freitag. Zamieszkał tu i zaczął gromadzić różne gdańskie starocia. Ponieważ rozbierano przedproża, rozbierano domy lub przebudowywano je (modernizowano sienie zabytkowe), można było stosunkowo tanio kupić a nawet dostać część wystroju. Freitag zaczął to wszystko gromadzić - chciał zrobić muzeum. Ale chociaż wojsko opuściło klasztor to nadal było jego właścicielem. Freitag miał przeciw sobie trzy ministerstwa, w tym Ministerstwo Wojny. Dopiero gdy udało mu się pozyskać króla pruskiego Fryderyka Wilhelma IV, po remoncie powstało Muzeum Miejskie w 1872 r. Ale jak to zwykle bywa zasługi przypadły tym którzy je sfinansowali. Freitaga najpierw wyrzucono do szopy na dziedzińcu, gdzie mógł rzeźbić, a potem wogóle go stad usunięto. Umarł zapomniany.
Muzeum było coraz lepsze. Miało dobrych dyrektorów. Ostatnim był w czasach wojny Drost, który dopilnował ewakuacji najcenniejszych obiektów. Najcenniejsze obiekty także z kościoła Mariackiego (bo Willy Drost, jako dyrektor muzeum pełnił funkcję konserwatora zabytków ruchomych, bez względu na to czyja były własnością). Wobec tego z kościoła Mariackiego zabrano Sad Ostateczny Memlinga (powędrował aż do Turynu), podobnie jak najcenniejsza część najwspanialszego na świecie zespołu zbioru szat kościelnych, obejmujących 549 pozycji. A były tam ornaty wyhaftowane na materiałach zdobytych w ziemi świętej przez krzyżowców. Arabscy artyści wypisywali tam cytaty z Koranu, haftowali, a potem to trafiło do gdańska i tu dodawano symbole chrześcijańskie. Niestety z tego zbioru tylko część w Gdańsku się znalazła i jest w Muzeum ok. 160 obiektów. Przeszło 100 obiektów jest poza Polską - w Lubece, Norymberdze, jako depozyt w Berlinie.
Muzeum narodowe, które jest obecnie kontynuacją Muzeum Miejskiego ma piękne zbiory m.in. gdańskie meble, karty, rzeźbę, złotnictwo, zbiory malarstwa holenderskiego należą do największych w kraju. Również zbiory malarstwa gdańskiego i polskiego. Najcenniejszym obiektem jest oczywiście Sąd ostateczny Memlinga, który po odnalezieniu go przez Armię Czerwoną został wywieziony do Leningradu. W 1956 zwrócony Polsce, do gdańska, ale nie do kościoła.
Jeszcze jedna anegdotka. Do zwycięstwa Reformacji przyczynił się franciszkanin ojciec Aleksander. Nie tyle do zwycięstwa ale do załagodzenia sporu. On był tolerancyjny, poważany przez wszystkich, jego kazań słuchano nawet w burzliwej epoce. Zwolennicy Lutra wydali zakaz chodzenia w habitach, a ojciec Aleksander zapraszany na kazanie do kościoła mariackiego przychodził w habicie. Jeśli jakiś zwolennik nowej wiary go zapytał jakim prawem przychodzi w habicie - ojciec Aleksander odpowiadał "Drogi bracie, ani mnie nie zbawi mój habit, ani Ciebie twój kaftan".
Opracowanie: Danka Lietke
©Krzysztof Nowak
Gdańsk 2003
Strona powstała przy pomocy programu Pajączek