e-WANOGA

Obrazek tytułowy


Żuraw, diabeł i bówka

Gdański Żuraw. Nie sposób sobie wyobrazić Gdańska bez jego sylwetki. Od przeszło sześciuset lat jest symbolem miasta, jego morskich tradycji i dawnej świetności gospodarczej.

spod mostu Zielonego

Jeszcze na początku XV wieku ulicę Szeroką zamykała, podobnie jak inne gdańskie ulice które wychodziły nad Motławę, zwykła brama obronna. Niewiele o niej wiadomo, miała kształt prostokątny, broniły jej zaś dwie ceglane półcylindryczne baszty. Dokumenty miejskie wspominają o niej już w roku 1367. Nazwa budowli wzięła się od złotego ptaka z blachy, który od poczatku zdobił jej kalenicę. Pełnił tam funkcję wiatrowskazu, umożliwiając nawigatorom ocenę kierunku wiatrów nad Motławą.


Z czasem jej część frontalną, od strony rzeki, wypełniła drewniana konstrukcja pełniąca funkcje dźwigu. Gdy w roku 1442 spłonęła, przystąpiono do gruntownej przebudowy bramy. Czyniono to wbrew obawom panujących wówczas w Gdańsku Krzyżaków, niechętnym wzrostowi znaczenia gospodarczego i militarnego miasta. Jednak gdańszczanie przeforsowali swoją koncepcję odbudowy i w roku 1444 Żuraw był gotowy.

Inny Żuraw
z wieży Towarzystwa Przyrodniczego

Inicjatorem i pomysłodawcą kształtu Żurawia był ówczesny burmistrza Gdańska Henryk Vorrath. Wzór zaczerpnął z podobnych konstrukcji istniejących w Brugii, z którą miasto utrzymywało wówczas kontakty handlowe. Baszty o grubych na cztery metry (w przyziemiu) murach połączone zostały wielką drewnianą budowlą, kryjącą w sobie mechanizm jednego z największych w ówczesnej Europie dźwigów. Nad przejazdem, w jego części środkowej, osadzono drewnianą wysięgnicę wspartą na słupach. Zawieszono w niej koło bębnowe, które poruszało urządzenia dźwigowe. Do jego uruchamiania wykorzystywano pracę ludzi - zwykle byli to najemni pachołkowie, z rzadka wspomagani przez skazańców - bandytów, piratów i włóczęgów, którzy depcząc po stopniach bębna pokutowali za swoje winy.

Gdy w XVII wieku Żuraw utracił swoje obronne znaczenie i został już tylko dźwigiem portowym, wnętrza obu baszt przebudowano na warsztaty i mieszkania, zaś w wysięgnicy, powyżej starego koła bębnowego, umieszczono drugie. Dzięki niemu wzrósł udźwig mechanizmu, który po sprzęgnięciu obu kół był w stanie teraz unieść ciężar do czterech ton. Obydwa koła miały udźwig po dwie tony. Stare (dolne) mogło unosić ciężary na wysokość 11 metrów i służyło zwykle do transportu kamieni młyńskich i beczek z winem i piwem. Do ich przechowywania służył spichrz obok dźwigu. Nowe (górne) koło, które podnosiło ciężar na wysokość 27 metrów, służyło zazwyczaj do podnoszenia i osadzania masztów na statkach.

widziany z Szafarni

panorama z Motławy

Wielki dźwig eksploatowano przez ponad pięćset lat. Nawet gdy ruch statków na Motławie zamarł na rzecz Nowego Portu, nadal używano go do różnego typu prac, np. stoczniowych. Przy jego pomocy podnoszono z wody niewielkie statki parowe, które wymagały naprawy lub wymiany śruby. Natomiast dawny magazyn beczek przebudowano na dom mieszkalny. W roku 1945 i Żuraw i spichrz uległy zniszczeniu, ich rekonstrukcję zakończono dopiero w roku 1962 i oddano je we władanie Centralnemu Muzeum Morskiemu.W jego wnętrzu eksponowana jest dziś stała wystawa obrazująca życie miasta i portu w latach rozkwitu Gdańska


Z Żurawiem wiąże się pewna gdańska legenda. Otóż był sobie kiedyś pewien bówka o imieniu Muchel. Nie przepadał zbytnio za pracą fizyczną, przedkładając nad nią biesiady w nadmotławskich knajpach. I taki minęło mu całe życie, jednak przyszedł czas rozliczenia za grzechy. Zgłosił się doń najprawdziwszy diabeł, który zapowiedział srogie kary za lenistwo, pijaństwo i resztę przywar naszego bohatera. Szczęściem udało mu się przez przyjaciela powiadomić o opałach małżonkę. Owa zacna niewiasta, mimo iż miała z łajdakiem ciężkie życie, cieszyła się opinią najsprytniejszej baby w Gdańsku. Pani Muchelowa czym prędzej przybiegła od Żurawia (tam bówka spotkał swojego diabła) i... zaczęła dziękować biesowi, że wreszcie uwolni ją od nieroba i pijaka. Na dodatek z wdzięczności uczęstowała go pączkami.

z Długiego Pobrzeża

zegar słoneczny

Bówka oniemiał, diabeł natomiast - wielce kontent - zabrał się za poczęstunek. Efekt posiłku przekroczył wszelkie wyobrażenie, jadło niemal eksplodowało mu w gębie i nieszczęśnik musiał pączka z hukiem wypluć, trafiając przy tym w ścianę Żurawia. Okazało się, że sprytna baba nafaszerowała go - miast dżemem - pieprzem, sodą, tabaką, gwoździami i żelazną kantówką. Przerażony bies czmychnął czym prędzej w zaświaty, zaś Muchel potulnie powędrował za żoną do domu. Ponoć mocno się poprawił i tylko raz w tygodniu - za pozwoleniem małżonki - chodził do knajpy na kieliszek "machandla". Zaś pamiątką tego wydarzenia jest zegar słoneczny, umieszczony na ścianie Żurawia. To nic innego, jak skamieniały pączek z pamiętnym nadzieniem - żelazną kantówką.


(artykuł ukazał się w "Życiu" z 08.03.2001r.)

powrót do wędrówek po (nie)znanym Trójmieście

powrót do głównej strony


©Krzysztof Nowak
Gdańsk 2003
Strona powstała przy pomocy programu Pajączek